Dariusz Grot

Przepisy dostępowe publicznych archiwów w Polsce.
Komentarz krytyczny.
Stan prawny na 31 grudnia 2024 r.

Wglądanie w dokumentacyjne dziedzictwo to ważny sposób poznawania przeszłości. Bywa zawodny i żmudny, ale wyróżnia go samodzielność działania. Bez niej natomiast świadomość ludzi podlega presji, która osiąga intensywność i sens walki o dusze. Dobrodziejstwa spójności i wspólnego myślenia są w stanie odwrócić się przeciw intelektualnej autonomii człowieka – pod sztandarami „my wszyscy” albo „tacy, jak ja”. Stawką są przekonania, postawy i odczuwanie tożsamości, sukcesywnie modyfikowane, ale też zakorzenione w tym, co było. Osobista krytyczna refleksja nad przeszłością wspiera własne, niezależne postrzeganie świata. Aspiracje do niego konfrontują się nieustannie z czynnikami unifikacji, przymusem zgodności, natrętną obfitością prawd używanych.

Poznawcze dążenia napotykają ponadto argumenty przeciw otwartości wiedzy, korzystające z ochrony prawa. Legalne przeszkody podlegają uzgodnieniu z pragnieniem dowiadywania się, a nawet mogą całkiem zamknąć mu drogę.

Komentarza domagają się prawne gwarancje dostępności dokumentacyjnych reliktów, które obrazują historyczną przeszłość, są już oddalone od teraźniejszości, a złożone zostały w publicznych archiwach. Intrygują dylematy proporcjonalności ograniczeń dostępu, a także społecznej gotowości do podporządkowania się im. Na uwagę zasługują punkty styku informacyjnej wolności z przeciwnymi jej a ustawowo umocowanymi przesłankami oraz niewygasającą tendencją do zewnątrzsterownej standaryzacji ludzkiego myślenia o przeszłości. Frapujący motyw stanowią zderzenia administracyjnej tradycji, podszytej reglamentacyjną obyczajowością, z ustawową regułą otwartości archiwów wprost z mocy prawa, bez ubiegania się o akceptację agend władzy.

Cele archiwalne w interesie publicznym w rozporządzeniu ogólnym o ochronie danych

Europejskie rozporządzenie o ochronie danych nie zawiera nadzwyczajnej liczby przepisów. Wyróżnia się natomiast nieogarnioną złożonością problematyki. Niewiele jest też prawnych regulacji, które byłyby tak szeroko dostrzeżone i komentowane, a przy tym – nierozumiane. W potocznym odczuciu „RODO” to imię jurystycznego monstrum. Ochrona danych osobowych zyskała publiczny rozgłos, który nie pomniejszył dezorientacji.

Nawiązujący do rozporządzenia komentatorski dorobek szybko stał się pokaźny. Nie do końca odkryte ani rozpoznane pozostają niemniej peryferia tego aktu, jego szczególne wątki. Wobec nich prawnicza biegłość okazywała się narzędziem połowicznym. Znawcy nie pominęli ich, ale na pograniczu obcych im, hermetycznych dyscyplin własne interpretacje formułowali powściągliwie.

Peryferyczna perspektywa z natury bywa wycinkowa, ale w swoim zasięgu pozwala na wyspecjalizowaną dociekliwość, przybliża mniej zbadane aspekty. W takim razie, inspirujący jest obszar niedawno dopiero włączony w sferę ochrony danych – „cele archiwizacji (albo: „archiwalne”) w interesie publicznym”.