Wglądanie w dokumentacyjne dziedzictwo to ważny sposób poznawania przeszłości. Bywa zawodny i żmudny, ale wyróżnia go samodzielność działania. Bez niej natomiast świadomość ludzi podlega presji, która osiąga intensywność i sens walki o dusze. Dobrodziejstwa spójności i wspólnego myślenia są w stanie odwrócić się przeciw intelektualnej autonomii człowieka – pod sztandarami „my wszyscy” albo „tacy, jak ja”. Stawką są przekonania, postawy i odczuwanie tożsamości, sukcesywnie modyfikowane, ale też zakorzenione w tym, co było. Osobista krytyczna refleksja nad przeszłością wspiera własne, niezależne postrzeganie świata. Aspiracje do niego konfrontują się nieustannie z czynnikami unifikacji, przymusem zgodności, natrętną obfitością prawd używanych.
Poznawcze dążenia napotykają ponadto argumenty przeciw otwartości wiedzy, korzystające z ochrony prawa. Legalne przeszkody podlegają uzgodnieniu z pragnieniem dowiadywania się, a nawet mogą całkiem zamknąć mu drogę.
Komentarza domagają się prawne gwarancje dostępności dokumentacyjnych reliktów, które obrazują historyczną przeszłość, są już oddalone od teraźniejszości, a złożone zostały w publicznych archiwach. Intrygują dylematy proporcjonalności ograniczeń dostępu, a także społecznej gotowości do podporządkowania się im. Na uwagę zasługują punkty styku informacyjnej wolności z przeciwnymi jej a ustawowo umocowanymi przesłankami oraz niewygasającą tendencją do zewnątrzsterownej standaryzacji ludzkiego myślenia o przeszłości. Frapujący motyw stanowią zderzenia administracyjnej tradycji, podszytej reglamentacyjną obyczajowością, z ustawową regułą otwartości archiwów wprost z mocy prawa, bez ubiegania się o akceptację agend władzy.