2. O czym?

Dostępowe unormowania ustawy o narodowym zasobie archiwalnym i archiwach (dalej jako „unza”)[1] kształtują możność korzystania z dokumentacyjnego dziedzictwa, osobistej partycypacji w eksplorowaniu spisanej przeszłości. Ich zasadą jest informacyjne otwarcie ku zainteresowanym, ale mogą też skrywać restrykcje.

Komentowane przepisy odnoszą się do sposobu, uwarunkowań i trybu komunikowania swoistych informacyjnych reliktów, nazywanych – w imię płytkiej tradycji – „materiałami archiwalnymi”[2]. Wyrażenie odnosi się do tych utrwalonych świadectw, w których dostrzeżona została nieprzemijająca poznawcza wartość – dokumentujących dzieje społeczeństwa i państwa. Poruszycielami obu tych ostatnich byli i są ludzie, kreatorzy oraz powiernicy mnemicznych śladów, też więc znaleźli się w polu widzenia ustawy. Podsuwa ona określenie owego nagromadzenia treści jako „narodowego”, nie wyposażając go jednak w etniczne konotacje. To etykieta sprawczości wielogeneracyjnej „wspólnoty politycznej”, nieciągłej i niejednorodnie gęstej, splecionej z mnogich żywiołów – która dotarła do unifikacyjnego podsumowania[3]. Wybrane pozostałości zapisywania, czynności cywilizacyjnej, podlegają, z racji przyznawanego im znaczenia, bezterminowemu przechowywaniu. Na ogół nie powstawały jako historyczne dowody ani relacje, ale funkcjonowały w swoich przebrzmiałych teraźniejszościach i były wówczas instrumentami praktycznego działania. Pierwotna, utylitarna rola ma zwykle następstwa dla dalszego sensu i wagi informacyjnych przekazów. Niemniej jednak, z biegiem lat stają się czymś innym. Zyskują walor śladów przeszłości, przeobrażają się w punkty  obrazu dziejów. Wyobrażalne jest nabywanie przez nie z czasem wymowy wcześniej nierozpoznawanej.

Unormowania, o których tu mowa, nie tylko dotyczą komunikatów, które wyróżniać ma nieprzemijająca informacyjna istotność, ale ponadto zaczynają działać na takim etapie ich bytowania, gdy z zasady (nie zawsze faktycznie) utracą już swą początkową, praktyczną użyteczność, przechodząc w sferę wiedzy. Nie wszystkie wprawdzie akty wglądu w tego rodzaju treści biorą się z epistemicznej aspiracji, lecz właśnie ona jest uznawana za emblematyczną.

Kryterium kognitywne spotyka się z dawnością. Upływ lat i wieków przynosi zacieranie znaków pamięci, a w tym – utratę części dokumentacyjnego dziedzictwa. We wspólnotach, które ocaliły niewiele, nawet nikły skrypturalny osad stanowić może poznawczą i symboliczną cenność. Respektuje się zarówno jego treść, jak i materialną postać. Niekiedy bywa pod oboma względami błahy, a liczy się jako sam dowód, że przed wiekami lub tylko przed dziesięcioleciami zapisywano – przeciw ulotności czasu i pamięci. To świadectwo szczególnej aktywności, ślad funkcjonowania struktur administracyjnych albo systemów gospodarczych, albo twórczości. Może być przejawem wielorakich ludzkich dążeń i zachowań, sposobów kształtowania zbiorowego albo jednostkowego życia.

Wśród ustawowych wyróżników kluczowej części  „materiałów archiwalnych” występuje ich publiczna własność[4]. Bywa to jednak samym roszczeniem do takiego stanu rzeczy, opartym na kryteriach słuszności[5]. Zamierzchłość unza sprawia, że łącznie posługuje się ona pojęciem „państwowego zasobu archiwalnego”. Gdy w pierwotnym brzmieniu ją uchwalano, państwo – zrośnięte z partyjną biurokracją – było wszechobecne, pochłaniając również organy samorządu terytorialnego, a nawet wykazując splot z niektórymi społecznymi organizacjami. Tamten świat uległ przepadkowi, lecz przetrwał tradycyjny termin. Niemniej, dalece nie wszystkie z uwzględnianych tu dóbr powstały jako składniki mienia Skarbu Państwa, a „państwowe” słusznie byłoby w przytoczonym kontekście rozumieć jako „publiczne”. Granice tego ostatniego wytyczane są wprawdzie umownie i rozszerzająco, ze skłonnością do problematycznych inkorporacji[6]. Zadawniony terminologiczny etatyzm spotyka się z usankcjonowaną praktyką, gdyż postępowanie z informacyjnym dorobkiem organów jednostek samorządu terytorialnego i samorządowych jednostek organizacyjnych niezmiennie podlega kontroli rządowych agend, zaś jego część, zakwalifikowana jako najcenniejsza, docelowo jest przez owe agendy przejmowana do bezterminowego przechowywania. 

Przyjęło się, że depozytariuszami tego rodzaju reliktów są archiwa, w szczególności te nazywane końcowymi[7]. Granicy, która oddzielałaby zasoby archiwalne od innych zbiorów informacyjnego dziedzictwa nie sposób wyraźnie wytyczyć. Archiwa powstawały w kulturze pisma – i źródła utrwalone za pomocą konwencjonalnych znaków, również w technologiach elektronicznych, niezmiennie w nich przeważają. Nie to jest jednak dla archiwów specyficzne, a za odróżniającą je właściwość uważać wolno przewagę informacyjnych przekazów nieprzeznaczonych wstępnie do szerokiego rozpowszechniania – nawet bez prostych skojarzeń z jawnością, poufnością albo prawami wyłączności, a raczej w sensie dystrybucyjnych intencji oraz potrzeb pierwotnych dysponentów dokumentów, w tym zwłaszcza ich twórców. Nabyta później funkcja historycznego źródła usuwa ekskluzywizm, który często cechował początkową użyteczność.

Umownie, pojęciem „archiwów” obejmuje się – tu i poniżej – także organizacyjne byty (często pozbawione instytucjonalnej odrębności) inne niż archiwa, gdy prowadzą „działalność archiwalną” w rozumieniu ustawy, w zakresie państwowego zasobu archiwalnego, albo w jej prowadzeniu przynajmniej uczestniczą, gromadząc, przechowując i udostępniając dokumentacyjne świadectwa. Podobnie, „podmiotami” nazywa się też wielu zobowiązanych przez ustawę, którzy podmiotowością literalnie się nie odznaczają, ale nie poprzestają też na rolach czysto wykonawczych. Mowa więc o archiwach sensu stricte, lecz również o niebędących nimi instytucjach publicznych (w tym quasi-podmiotach) z kręgu struktur państwa lub samorządu terytorialnego, a przynajmniej organizowanych przez te instytucje bądź finansowanych – które wykazują zaangażowanie w omawiane tu funkcje. Doza terminologicznej umowności była niezbędna dla toku wywodu, który z założenia wykracza poza formalistyczną ścisłość. Tylko jedna kategoria archiwów uległa – w samej unza – kategorycznemu wykluczeniu z zakresu reguł dostępowych, z racji całkowitego ich podporządkowania instytucjom, przy których albo w których zostały utworzone. Są to tzw. archiwa zakładowe. Jednocześnie, wyróżnione zostały poniżej precedensy adresowania niektórych unormowań wyłącznie do określonych rodzajów zobowiązanych przez ustawę. Specyficzne regulacje dotyczą zwłaszcza archiwów państwowych. To ślad po ich początkowo dominującej pozycji w „państwowej sieci archiwalnej”.

Ponadto, archiwa te gromadzą fotografie, nagrania dźwiękowe, filmy, dokumentację kartograficzną, techniczną „oraz inną”. To ostatnie wyrażenie forsownie otwiera przedmiotowy zakres ustawowej regulacji, lecz jednak nie przybiera znaczenia „cokolwiek”. Z perspektywy korzystania z archiwów „czystość gatunkowa” nie ma zresztą większego znaczenia. W kontekście dostępności informacyjnego dorobku rozsądne okazuje się uwzględnianie wszystkiego, co faktycznie trafiło do archiwalnych magazynów lub cyfrowych repozytoriów – włącznie z dokumentacją, która może nie spełniać koronnego kryterium trwałej poznawczej wartości, albo (w umiarkowanej, co prawda, liczbie) z niedokumentacyjnymi obiektami mającymi walor estetyczny bądź symboliczny – bliskimi muzealiom. Kwalifikacja jest zawodna i chwiejna, a liczą się jej nieidealne, ale kategoryczne ewidencyjne przejawy.

Jeśli zaczyna się mówić o tym, czym jest udostępnianie materiałów archiwalnych, a także czym są te materiały, nie sposób odwrócić się od zagadnienia, dla kogo są dostępne. Ustawa wprost stanowi, że mogą być to wszyscy. Dokumentacyjne zasoby udostępnia się zwykle zainteresowanym zewnętrznym w stosunku do instytucji, w których funkcjonują udostępniające archiwa albo które wręcz są takimi archiwami. Unza nie zajmuje się dystrybucją informacyjnych zasobów wśród pracowników twórcy dokumentacji albo jego następcy bądź jej depozytariusza, ponieważ występują oni jako oczy i ręce instytucji, a nie autonomiczni użytkownicy, we własnym imieniu działający.

Składniki dokumentacyjnego dziedzictwa udostępnia się zasadniczo – jak wskazuje unza – w odzewie na samo oznajmienie zainteresowania, przeważnie bez potrzeby przedkładania dalszych uzasadnień. Te ostatnie miałyby zastosowanie dopiero w sytuacji, gdyby poznawcze dążenia spotkały się z uprawnioną skrytością.

Jest tu miejsce na terminologiczne zastrzeżenie: unza dotyczy ściśle udostępniania w jej rozumieniu – skądinąd niepewnym, pozbawionym definicji legalnej. Gdy przepływy zarchiwizowanej wiedzy następują na innej prawnej podstawie, należy posługiwać się – choć nie bez zastrzeżeń – regułami oraz terminami właściwymi dla stosownych przepisów odrębnych. Czynności  zewnętrznie podobne do udostępniania mogą w istocie być np. „oględzinami dowodów”.

Główny nurt korzystania z archiwalnych zasobów obejmuje dowiadywanie się (z różnymi motywacjami) o tym, co zostało w nich utrwalone, często w zamiarze ogłaszania informacyjnych znalezisk oraz wywiedzionych z nich konkluzji. Masowość dokumentacyjnego dziedzictwa czyni te zasoby dziedziną eksploracji i odkryć. Jest to zarazem użytek, który wprowadza komentatorską refleksję w obszar informacyjnych wolności i praw.

Gwarancje dostępności tych reliktów, a zwłaszcza ich części będącej w gestii sektora publicznego, są liczne – ugruntowane w prawie międzynarodowym i krajowym. Zwieńczeniem stała się uogólniona wolność pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, mająca rangę konstytucyjną[8]. Ustawa zasadnicza sformułowała również zamkniętą listę dozwolonych przesłanek odstępowania – zwykle częściowo – od zawarowanych przez nią dobrodziejstw[9]. Pod tym względem dla publicznych archiwów, które udostępniają swoje zasoby w rozumieniu unza, specjalne znaczenie mają zapewnienia dawane przez prawodawców osobom innym niż zainteresowani wglądem w dawne dokumenty. Nie tylko przeciwnym dostępowi, ale nawet bezwiednie narażonym na wynikłe z niego ryzyko ingerencji ze strony pozostałych. Uprawnione interesy mogą przemawiać za limitacją korzystania z informacyjnych swobód.

Cieniem poznawania jest więc ukrycie – moderowanie dociekliwości zainteresowanych. Niektórym typom wiadomości nadaje się obieg przejściowo ograniczony, bo mogłyby przez pewien czas zyskiwać abuzywne i bezprawne zastosowania. Gromadząc informacyjne zasoby archiwa zaciągają zobowiązanie, że będą  temu ryzyku przeciwdziałać. Czynić to powinny  w granicach negatywnych wyjątków, które określone są w Konstytucji i często skonkretyzowane przez ustawodawstwo zwykłe.

Ustawowa regulacja marginalnie objęła też zagadnienie spoza sfery dostępności zapisów informacji – lecz doszło do tego tylko w zakresie niezbędnym dla usunięcia wątpliwości – poprzez oznaczenie i odgraniczenie owego  innego jako różnego od udostępniania w rozumieniu unza, a podległego przepisom odrębnym względem tej ustawy. To przede wszystkim obszar korzystania z archiwalnych zasobów do celów obrotu prawnego, urzędowego potwierdzania treści dokumentów, wydobywania ich znaczenia dowodowego.

Istotne reguły unza, które dotyczą m.in. udostępniania materiałów archiwalnych, przez lata zdawały się adresowane wyłącznie do archiwów państwowych. Nowelizacja z 2016 r. przesunęła akcenty w dziedzinie udostępniania, nominalnie poszerzając podmiotowy zasięg zobowiązań, choć z pewnością nie zapewniła efektywnej zmiany. Gdy unza była uchwalana, archiwa państwowe przeważały wśród końcowych repozytoriów dokumentacyjnego dziedzictwa. Archiwa wyodrębnione, wyjęte spod władzy rzeczowo właściwego centralnego organu, pozostawały zaś nieliczne i niespornie wyjątkowe. Nie miało więc ważkiego znaczenia, że przyznano tym drugim samodzielność w wypełnianiu zadań. Później owe proporcje uległy poważnym zmianom, instytucja wyodrębnienia uległa upowszechnieniu i banalizacji, lecz utrzymało się przyzwolenie, by wiele jednostek sieci archiwalnej (z gruntu już niesystemowej) zarządzało „swoją” częścią dokumentacyjnego dziedzictwa według własnych zasad. Nawet dostępowa regulacja, która jest wspólna dla większości archiwów wyodrębnionych, ma w tym sensie naturę aktu tolerancyjnego. Pozwala uchylać się od wypełniania standardów unza.

Natomiast przypisywanie bibliotekom i muzeom ze sfery finansów publicznych możliwego prowadzenia także „działalności archiwalnej”, włącznie z udostępnianiem materiałów archiwalnych, uległo rozbrojeniu przez nakładające się znaczeniowo ustawowe definicje różnych rodzajów zbiorów[10]. Ten, w czyich rękach znajdą się wstępnie nieznaczone kulturowe relikty, w drodze swobodnego uznania czyni je odpowiednio bibliotecznymi, archiwalnymi lub muzealnymi – sankcjonując to poprzez użycie preferowanego przez siebie ewidencyjnego urządzenia. Istnieją wprawdzie obiekty, które w miarę jednoznacznie przypisać można do typu przechowawcy – ale w ogólności prawo nie wytycza skutecznie granic między materiałami bibliotecznymi i archiwalnymi oraz muzealiami.

Niemniej jednak, ustawowe reguły korzystania ze zarchiwizowanych świadectw przeszłości przejawiają normotwórcze oddziaływanie, które przenika na obszar owej ryzykownej autonomii wielu przechowawców dokumentacyjnego dziedzictwa, skutkuje umiarkowaną, lecz dostrzegalną konwergencją. Nie byłoby więc uzasadnione omawianie przepisów unza w ograniczającym odniesieniu do samych archiwów państwowych.

Komentarz nawiązuje do aksjologicznych i prawnych kontekstów funkcjonowania przepisów o udostępnianiu materiałów archiwalnych, lecz w równej mierze bierze pod uwagę praktykę ich stosowania (a w tym: niestosowania) w działalności instytucji, które podlegają odpowiednim ustawowym zobowiązaniom.

Nader oszczędne są tu odniesienia do literatury przedmiotu – choć nieraz formułuje ona twierdzenia o ważnych aspektach dostępności archiwów. Dystans wobec niej i arbitralność wywodu były potrzebne, by trzymać się określonej egzegezy unza, bez poszerzania horyzontu o krytykę innych podejść do tytułowego zagadnienia. Odnotowano to, co nie ma – prawda, że w subiektywnej ocenie – znamion pomyłki, a stanowi alternatywny pogląd. Z reszty odmienności należało zdawać sobie sprawę i przynajmniej je zapamiętać, także jako odrzucone. Systematyczna analiza wielogłosu niechby wszak zaczekała na osobnych, niewykluczonych glosatorów.

Nie ulega wątpliwości, że komentarz ten, stosunkowo obszerny, przynosi również odpowiedzi na pytania, których nikt nie zadaje. Przekracza granice zainteresowań, które są wyrażane w obrębie zagadnień dostępności archiwalnych zasobów. Chociaż na pierwszym planie opracowania sytuuje się aspiracja do praktycznych jego zastosowań, nie sposób przecież kierować się tylko rozpoznawanymi oczekiwaniami jego adresatów. Poza wszystkim, co szeroko dostrzegane, kryją się inne jeszcze aspekty, które wpływają na warunki eksploracji dokumentacyjnego dziedzictwa. To, że niektóre pytania na co dzień nie padają, nie pozbawia ich znaczenia ani nie zwalnia z prób odpowiedzi na nie.

Dostępowe przepisy unza można by wprawdzie uważać za dotknięte małoważnością. Nie cechuje ich wyjątkowa innowacyjność, a czerpią treść z ugruntowanego już normatywnego dorobku. Przestrzegane są przy tym pobieżnie, zaś w zakresie odmowy dostępu – sporadycznie. Ustępują przed zwyczajami i praktykami – te zaś wykazują znośną funkcjonalność. Roztrząsanie legislacyjnych niuansów, które mają ograniczony udział w rzeczywistości archiwów oraz ich interesariuszy, nie odznacza się więc oczywistą niezbędnością. Istotna jest niemniej obecna w tym wywodzie refleksja nad postawami wobec informacyjnych wolności i praw.

Poza tym, komentarz jedynie wyrywkowo pomnaża doktrynalny dorobek. Żywi się bowiem nie tyle lekturą unza, co realnymi precedensami jej zastosowań, zwłaszcza poza codzienną rutyną. Te zaś w działalności publicznych repozytoriów dokumentacyjnego dziedzictwa bywają trudno uchwytne lub tylko incydentalnie poddawane zastanowieniu. W tym niedostatku kryją się dolegliwe problemy zadomowienia archiwów – nieustannie poszukujących tożsamości a w części będących pod presją marginalizacji – w kręgach kultury normatywnej i administracyjnej. Brzmienie dostępowych zasad unza ustalone zostały nowelizacją tej ustawy sfinalizowaną w 2016 r.[11] Dopełnieniem stały się  przepisy dodane trzy lata później[12]. Chociaż modernizacja była rozległa, to powściągliwie ingerowała w sam model prawnej regulacji, nie podważając aksjomatów gromadzenia i  używania dokumentacyjnego dziedzictwa. Nie dążyła do rewizji głębokich założeń. Skoncentrowała się na wyizolowanym aspekcie „działalności archiwalnej”, a w żadnej mierze nie korespondowała z rozpalającym się od lat dyskursem o fenomenach archiwizacji jako złudnego remedium na cywilizacyjne kryzysy pamiętania[13]. Poprzestała też na elementarnym ujmowaniu archiwów jako repozytoriów dokumentacji, z zachowaniem perspektywy ściśle legislacyjnej, odizolowanej od metonimicznych rozszerzeń, które w ogólności bywają czynione. Obie nowelizacje nie zajęły się więc tym, co można w archiwach uzyskać (źródłową wiedzę? niepewne konstrukty? arbitralne wyimki? opresyjną formację?) – ale tylko, jak tego dokonywać.


[1] Ustawa z dnia 14 lipca 1983 r.; Dz.U. z 2020 r., poz. 164.
[2] Komentarz obejmuje artykuły 16, 16a-16e, 22b-22d unza.
[3] Pojęcie przywołane tu w znaczeniu związku ludzi, zwłaszcza w postaci organizacji państwowej, wywodzonym we współczesnej myśli politycznej z traktatu św. Tomasza, O królowaniu, Kraków 2006.
[4] Unza, art. 1-3.
[5] Unza, art. 15 ust. 3.
[6] Unza, art. 44.
[7] Pojęcie „archiwum końcowego” nie jest znane przepisom krajowego prawa. Pojawiło się natomiast w archiwistycznej literaturze, dla oznaczenia repozytorium, w którym materiały archiwalne kończą swój bieg, by trwać dalej bez czasowych ograniczeń. Por. Tadeusz Grygier, Zarząd aktami. Problem centralny archiwistyki współczesnej (w:) Archiwa, biblioteki i muzea kościelne. T. 38/1979, s. 18 [90]. Pojęcie to mogło zostać zapożyczone z języka archiwistyki francuskiej (les archives dèfinitives).
[8] Art. 54 ust. 1 ustawy z dnia 2 kwietnia 1997 r. – Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej, Dz.U. z 1997 r. Nr 78 poz. 483 ze zm. (dalej jako „KRP”).
[9] Art. 31 ust. 3 KRP.
[10] Ustawa z dnia 27 czerwca 1997 r. o bibliotekach, art. 5 (Dz.U. z 2022 r. poz. 2393); ustawa z dnia 21 listopada 1996 r. o muzeach, art. 21 (Dz.U. z 2022 r. poz. 385); unza, art. 1.
[11] Zmiana wprowadzona przez art. 26 ustawy z dnia 25 lutego 2016 r. o ponownym wykorzystywaniu informacji sektora publicznego; Dz.U. z 2019 r., poz. 1446. Obowiązywała od 16 czerwca 2016 r.
[12] Zmiana wprowadzona przez art. 11 ustawy z dnia 21 lutego 2019 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z zapewnieniem stosowania rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych); Dz.U. z 2019 r., poz. 730 (dalej jako „ustawa zapewniająca stosowanie rozporządzenia 2016/679”).
[13] Por. Pierre Nora, Między pamięcią i historią, Gdańsk 2022, s. 104, 106-109, 154, 159, 168, 174-175; Jacques Derrida, Gorączka archiwum. Impresja freudowska, Warszawa 2016, s. 24, 31, 42, 84, 89; Danuta Ulicka, Doświadczanie czasu w przestrzeni archiwum, Warszawa 2024, s. 13-53.

Zostaw odpowiedź