4. Obszar regulacji

W unza wskazane zostały m.in. reguły korzystania z tej części dokumentacyjnego dziedzictwa, która stanowi państwowy zasób archiwalny. Wskazane, a nie ustalone, bo w normatywnym porządku nie doszło do wytyczenia domeny, która byłaby dla archiwów specyficzna. W przeszłości takie próby punktowo podejmowano, zwłaszcza w kierunku stanowienia szczególnych restrykcji, ale z czasem przeważył pogląd, że finalna archiwizacja dokumentów jest zdarzeniem organizacyjnym, pozbawionym dostępowej istotności. Ma wprawdzie miejsce zmiana zarządcy, ale ten aspekt właściwie pozostał w unza domyślny. Jeśli na progu archiwum coś się zmienia, to z racji wyraźnego upływu czasu od zapisania informacji, jej oderwania od bieżących interesów, zmurszenia sekretów i tajemnic.

Poza tym, dla znacznej części instytucji, które prowadzą „działalność archiwalną”, udostępnianie składników dokumentacyjnego dziedzictwa zaliczane jest do kardynalnych zadań. Z tych względów na archiwalnym etapie życia dokumentów wyeksponowaniu ulegać mogą wolności informacyjne. Normatywne podstawy reguł pozostają wszak niemal takie same, jak przed końcową archiwizacją, z zastrzeżeniem bieżących przeobrażeń w systemie prawa. Pozyskiwanie informacji przez zainteresowanych – bez względu na status gromadzenia i przechowywania jej źródeł – korzysta z rozległych i złożonych gwarancji albo napotyka uprawnione bariery. Dostępowych przepisów unza mogłoby nie być. Będąc zaś, sytuują archiwa w ogólnym systemie wolności i praw, nie przenosząc użytkowników zasobu archiwalnego w odrębną sferę prerogatyw ani zakazów.

W 2016 r., po latach dość licznych cząstkowych nowelizacji, przepisy te uzyskały całkowicie nowe brzmienie. Zmiana objęła nie tyle istotną normatywną treść, co głęboką redakcję tego, co niegdyś spisano według przebrzmiałych już legislacyjnych standardów, mimo że pod wpływem nowatorskich intuicji. Rok 1983, gdy ustawę uchwalono, lata go poprzedzające i szereg następnych to czas przewagi państwa nad obywatelami. W przypadku unza (jak i całego ówczesnego porządku prawnego) przejawiło się to w przyzwoleniu na dowolne konkretyzowanie przez organy publiczne treści przepisów, które uchwalane były często w postaci zaledwie ramowej. W umiarkowanym natomiast stopniu – co najwyżej w warstwie językowej – ustawa ta dotknięta została autorytarną skłonnością do reglamentacji wolności i praw informacyjnych. Protoliberalne dostępowe koncepcje wyróżniały ją na tle ówczesnego systemu unormowań. Zachowawcze okazały się raczej postawy adresatów przepisów, zarówno pracowników, jak i gości archiwów, a współwystępowanie imperatywności tych pierwszych i uległości drugich przez lata nie ustawało. Sama natomiast unza, z racji informacyjnej otwartości, może być uważana za progresywistyczny fenomen swojej zamierzchłej epoki.

Wszystkie zmienione przepisy unza znajdują się w rozdziale „Państwowy zasób archiwalny”. Zdeterminowało to zasięg oddziaływania regulacji, z tym jednak, że wskazanie podmiotów zobowiązanych do stosowania zmodernizowanych zasad udostępniania materiałów archiwalnych uległo zawężeniu w stosunku do ustawowego katalogu  prowadzących działalność archiwalną w zakresie tegoż zasobu[1]

Dalszych wyłączeń od stosowania znowelizowanych unormowań wyraźnie nie zastrzeżono, choć faktycznie ustawa zderza się zarówno z przepisami szczególnymi, jak i praktykami w instytucjach, które prowadzą tzw. archiwa wyodrębnione. Najbardziej doniosłe wyjątki, wręcz odstępstwa od sformułowanego na nowo standardu, wynikły z pozostawienia w unza delegacji do specyficznego uregulowania dostępności tychże archiwów wyodrębnionych[2]. Kolizje z ustawą – mające źródła częściowo zwyczajowe – występują ponadto w działalności publicznych bibliotek i muzeów, jeśli przechowują dokumenty, które spełniałyby kryteria zaliczenia do materiałów archiwalnych. Nowa wersja unza nie negowała trudnego status quo, choć zarazem milcząco zrobiła miejsce dla ewentualnych konwertytów, otwierając przed nimi drzwi do stosowania jej dostępowych reguł.

Modernizacyjna powściągliwość inicjatorów nowelizacji unza nie była pod tym względem aprobatywna. Uchylili się tylko przed otwieraniem kolejnego wątku zmian, bo na pierwszym planie stawiali reguły, które przesądzały o jakości dostępu do archiwów państwowych. Dodanie do tego zagadnień, które obejmowała delegacja dla archiwów wyodrębnionych, nierealistycznie poszerzałby zaś skalę projektu, pociągając za sobą ryzyko – graniczące z pewnością – oporu oraz impasu.

W procesie legislacyjnym wystąpiła sygnalizowana już osobliwość, która wpłynęła na kształt regulacji: inicjatywę w sprawie nowelizacji skupił w swych rękach zwierzchnik archiwów państwowych, eksponując swoje koncepcje i priorytety. W tym czasie w nikłym już stopniu był w stanie efektywnie sprawować funkcję centralnego organu administracji rządowej w sprawach państwowego zasobu archiwalnego, lecz przeważyła okoliczność, że inni zobowiązani nie zaangażowali się widzialnie w uzgodnienia projektu zmian. Ich objawowa pasywność brała się zapewne z poczucia pomniejszego znaczenia unza w ich rutynie, a bardziej jeszcze z utrwalonego polegania na przepisach odrębnych, w tym podustawowych, które w stosunku do tej kategorii zobowiązanych znacznie ograniczały stosowanie odnowionych unormowań. Nawet zresztą, gdy nie tak stanowiły, z takim skutkiem były używane.

Nowelizacja z 2016 r., stanowiąca 37. zmianę w unza, zyskała charakter reformacyjny: dążyła na ogół do wypełnienia dotychczasowych niedopowiedzeń i niekonsekwencji ustawowej regulacji. Nie miała na celu wykreowania na nowo integralnego modelu udostępniania dokumentacyjnego dziedzictwa, lecz tylko usunięcie i zastąpienie rozwiązań, które wykazywały dysfunkcje w normowaniu tego wycinka działalności archiwów. Na miejsce skreślonych nowelizacja wprowadziła przepisy poprawne w świetle standardów prawnego porządku, poddanego systemowym przeobrażeniom u schyłku zeszłego stulecia. Natura jej była responsywna – stanowiła reakcję na rażące wady i luki unza, niedogodności wykrywane na przestrzeni lat. Przy tym jednak utrzymywała się w ramach zastanego konceptu, dopasowywała się do korpusu ustawy, dokonując swoistego „przekładu” dotychczasowych przepisów dostępowych na język współczesnej legislacji. W umiarkowanym natomiast zakresie dążyła do przełomowych innowacji. Wynikało to z zasadniczej aprobaty inicjatorów nowelizacji wobec założeń oraz intencji ustawodawcy działającego w 1983 r., a z drugiej strony – ze sceptycznego poglądu na programowy dorobek środowiska archiwistów, niepomyślnie rokującego dla projektu, który byłby kompleksowy i nowatorski. Potrzebna byłaby integralna koncepcja, z przeobrażonymi założeniami i aparatem pojęciowym, a zmiany w takiej skali nie było komu unieść. Ta względna zachowawczość nie wykluczała zarazem krytyki unza – wykraczającej nawet poza zakres dokonanej nowelizacji.

Zastanawiające mogłoby się wydać, że na przestrzeni dekad, naznaczonych ekstremalnymi zmianami, reguły dostępności publicznych archiwów historycznych (na których skupia się unza) zdają się pozostawać w kręgu tych samych pryncypiów. Nie jest to całkiem ścisłe; trwanie było profitem z następujących po sobie dyskretnych adaptacji. Poza tym, informacyjna otwartość korzysta ze wsparcia wolnościowego paradygmatu, aksjologicznie ugruntowanego i mającego stabilnie wysokie społeczne poparcie. W powszechnej  świadomości zagościł od niedawna, ale zdaje się mocno w niej zakorzeniony – choć nie na prawach wyłączności. Uprawnione dostępowe obiekcje skupiają się natomiast w cienkiej chronologicznej warstwie dynamicznej i poszerzonej współczesności. Gdyby nie była wypełniona sekretami żyjących ludzi, to strapień przysparzałaby tylko nietrwałość materii, naturalna przeważnie destrukcja dokumentów. 

Ponadto, na warunki dostępności państwowego zasobu archiwalnego wpłynęła kolejna nowelizacja unza, dokonana w 2019 r. w związku z implementacją w krajowym systemie prawnym europejskich przepisów o ochronie danych osobowych. Ówczesne modyfikacje nie skutkowały w ogólności pomniejszeniem możności korzystania z zasobu archiwalnego. Przeciwnie, punkt ich ciężkości przypadł na moderowanie restrykcji przetwarzania danych osobowych w działalności archiwalnej, w tym zwłaszcza w związku z gromadzeniem oraz udostępnianiem materiałów archiwalnych. Zgodnie z naturą wdrażanych przepisów, ochronne dylematy objęły niewielki czasowy przedział archiwalnych zasobów, poddany wszelako  nasilonej eksploracji. Z uwagi na cele unormowań, archiwa zostały zobowiązane do zabezpieczania danych przed nieuprawnionym przetwarzaniem, lecz niezamknięte przed zainteresowanymi pozostały te treści, które stanowiły fundament historycznych świadectw. Wagę miało zapewnienie, że archiwa gromadzą dokumentację, jaka faktycznie powstała, bez względu na jej wady, w tym ewentualną bezprawność sporządzenia albo nieprawdziwość informacyjnego przekazu. Zmiany w przepisach ustawy, które zaczęły obowiązywać z dniem 16 czerwca 2016 r. oraz 4 maja 2019 r. objęły całość reguł dostępności dokumentacyjnego dziedzictwa, które zostało zgromadzone przez podmioty oraz quasi-podmioty, wyróżnione zobowiązaniami w tym zakresie – z zasygnalizowanym ominięciem szczególnej regulacji dla archiwów wyodrębnionych, a także wykluczeniem archiwów zakładowych. Nie byłoby więc celowe – z wyjątkiem nieodzownych okazjonalnych nawiązań – sięganie w przeszłą, długą i frapującą historię unza. W literaturze przedmiotu dawniejsze brzmienie przepisów oraz przeobrażenia regulacji poddane zostały odrębnym analizom[3].


[1] Art. 23 unza.
[2] Art. 17. ust. 3 unza, szczególnie w brzmieniu ustalonym w Dz.U. z 2011 r. Nr 123, poz. 698.
[3] Czesław Biernat, Ustawa o narodowym zasobie archiwalnym i archiwach [w:], Archeion, t. LXXX, Warszawa 1986, s. 55 – 85; Dariusz Grot, Ku przeszłości otwartej. Dostępność archiwów państwowych w Polsce w latach 1918-2014, Warszawa 2015.

Zostaw odpowiedź